Wczorajszy koncert Nor Folk był jednym z lepszych, na jakich miałam okazję być. Znowu bez Szymona (oby na zawsze!), chłopaki zgrani jak nigdy dotąd, Axel w szczytowej formie (Co oznacza "szczytowa forma" w przypadku szaleńca?), mnóstwo hałasu (na szczęście było o co) i kapitalne szanty (od lat te same). Na jesieni płyta! Hurra (po dziesięciu latach grania)! Już się nie możemy doczekać. Chłopaki, grajcie nam do końca świata!
Pornol rodem ze Śródziemia
4.30 na zegarze, Koty nie dają spać. 5.00 na zegarze, Luby wybiera się na poranne spacery po mieszkaniu. Przez sen dobiegają mnie dziwne odgłosy z serwerowni: "Ooo...ooch...aaaach..."
Czy on z rana niemieckie pornole ogląda?
Gdy do świadomości wreszcie dotarło, co to może być, niemiecką Walkiria okazała się Szeloba, a pojękującym osobnikiem płci męskiej nasz ulubiony, pozbawiony szyi (tzw. szyita tudzież kark) Frodo.
"Władca Pierścieni" pozbawiony wizji może mieć zaskakujące konotacje.
"I don't wanna be a stupid girl"
Nowa piosenka Shakiry. Shakira dyszy (nic nowego) i wyje (też niby nic nowego, ale ona NAPRAWDĘ wyje). Dla odważnych ludzi bez skłonności do zawałów - teledysk.
- I co, znalazłeś? - pytam Lubego z grobową miną, bo miałam resztkę nadziei, że nie znalazł.
- Aha - szczerzy się Luby radośnie.
- O, Boże...
- Kochanie, to jest bardzo WoDziarska piosenka!
- No tak.
- Jak ją słyszysz, to masz ochotę się chlastać.
(W trakcie oglądania tego cuda, Luby nie mógł powstrzymać wiązanki. Najłagodniejsze określenie brzmiało: "Co to jest? Choroba świętego Wita?!").
Na przełamanie
Wreszcie, po kilku tygodniach oczekiwania (papiery złożyłam 1 lipca), dowiedziałam się, że wyniki mają być ogłoszone między 13 a 17 sierpnia. To już COŚ. Coś, cokolwiek. I tak będę fiksować z nerwów, już współczuję mojemu Ślubnemu, to będzie naprawdę okropne pięć dni. Dlaczego pięć? Bo jestem na 90% pewna, że wyniki będą w poniedziałek wieczorem, ale i tak codziennie po dziesięć razy będę sprawdzać maila.
Z tej okazji postanowiłam wyrwać się z marazmu i napisać notkę na stronie KahvaThei, z którą to notką noszę się chyba od dwóch tygodni. Okazało się, że liczy ona 1227 słów, co wizualnie zajmuje... dużo. Mam nadzieję, że nie wystraszę potencjalnych czytelników, ale z drugiej strony nie bardzo mam inny pomysł? Publikować w odcinkach? (Epizod I, sezon I?)
Zapraszam do lektury. Niedługo historia sera i mleka i może napisze też coś o tej nieszczęsnej wołowinie.
Czekanie
Tak, jak przypuszczałam, najgorsze miesiące nastały. W pracy nuda, w kwestii firmy - oczekiwanie. Tkwię w panicznym bezruchu objawiającym się głównie ściskaniem w dołku, w brzuchu i gdzie tam się jeszcze da, wahaniami nastroju i popadaniem w czarne wizje. MARR mnie nie oszczędza, co rusz przesuwają termin ogłoszenia wyników z oceny biznesplanu - nie wiem, czy nastąpi to w tym tygodniu, czy w przyszłym (oceny miały być już dwa tygodnie temu, zgodnie z zapowiedziami). Nie mobilizuje mnie to do niczego poza sprawdzaniem co pół godziny maila i strony MARRowskiej.
Lubię stres, skłania mnie on do działania. Ale stres tzw. "oczekujący" (jak na wyniki egzaminów na studiach, brrr...) jest deprymujący.
Ech...
