Słonica

- Zimno mi... - żalę się w czasie obiadu, bo jak zwykle trafiło mi się miejsce pod nawiewem klimatyzacji.
- No co ty? Zimno? Gorąco jest!
- Ale mnie zimno.
- Może ty w ciąży jesteś?
- Nooo... od 25 lat?
- Kurczę, to gorzej niż słoń.

Epitety

- Pa, Klocu - macham Werbenie przed wyjściem do pracy - Pa, Głupolku - macham takoż Piołunowi - Pa, Kochanie - cmokam Lubego.
- Właśnie się zastanawiałem, które określenie do mnie pasuje - śmieje się Luby.
- Koteeek...
- Tak, wiem. Jestem klockiem. I jestem głupolem, kiedy tak mówię - dodaje szybko - A tak w ogóle to mnie kochasz.

Obserwacja socjologiczna

Pewne zachowania ludzkie są niezmienne bez względu na wiek, okoliczności, wykształcenie... wszystko. Może mało to odkrywcze, ale niezwykle zabawne.

Miałam możliwość obserwować w życiu dwie duże społeczności w jednakim stopniu uzależnione od systemu: graczy MMO i księgowych. I jedni, i drudzy w razie braku dostępu do systemu/downa/ciągłych DC:
- wykazywali silne oznaki uzależnienia
- osiągali znaczny stopień irytacji i podenerwowania
- nie mogli sobie znaleźć miejsca i zastępczego zajęcia
- w razie znalezienia takiego zajęcia poświęcali się mu z absolutnie słomianym zapałem, pytając kontrolnie (często): "czy już wstało?"
- każdy kolejny DC bywał okraszany nieprzyzwoitymi uwagami
- bez ustanku trwały dywagacje na niezmienne trzy tematy: 1. lepszy down czy DC?, 2. kiedy to się skończy?, 3. kto jest za to odpowiedzialny? (w sensie - komu przy najbliższej okazji uciąć jaja).

Jedyna różnica polega na tym, że gracze zaprzyjaźnionego MMO mają jeszcze do dyspozycji IRCa, na którym mogą powyżywać się na ekipie, wylać swoje żale i frustracje, pobluzgać i dowiedzieć się (w mniejszym lub większym przybliżeniu), kiedy wstanie.
Księgowi nie mają takiej opcji.
Pamiętajcie o tym, gdy następnym razem wasza faktura będzie zapłacona z opóźnieniem.

Względność

- Ojej, no pięknie... - zaczyna panikować Luby, tuż po tym, jak przypomniał sobie o niezapiętych pasach.
- O, patrz, korka nie ma - wskazuję na Nowohucką.
- Pasów też nie ma!
- Kochanie, jak to? Pasy masz, tylko niezapięte.
- Wątpię, żeby policję przekonały takie tłumaczenia.

Na śniadanie

- Dzień dobry, Kochanie - uśmiecha się Luby z rana - Jestem połacią wołowego mięsa.
- Eee... co? Znaczy schabikiem?
- Nie! Dupą!

Ben Homoś

Lubego bolą plecki, bo sobie nadszarpnął w czasie dźwigania paczek po schodach.
- Kochanie posmarujesz mnie Benem?
- Hmm...
- Benem Homosiem?*
- Benem Homosiem?! Widzę, że ci się spodobało - parsknęłam.
- Aha, tak powinien się nazywać ich duchowy przywódca.

Dla niezorientowanych - polecam TEN filmik.

*Ben Homoś - maść "Ben Gay".

Darmozjadka

Zacytuję opis Lubego z GG: "W salonie komis, w komisie lada. Chello zastąpi mi neostrada." I git.
Próbowaliśmy dziś ogarnąć syf, jak w mieszkaniu poczyniła przeprowadzka z kawiarni. Udało się doprowadzić do ładu serwerownię i, dopóki nie wychodzę z niej po żarcie, czuję duży komfort.
- Werbeeena! - warczę z mopem w dłoni - Pomóż mi, do diaska!
Werbena uwaliła się w pozie - mam otyłość i umieram.
- Werbena! Kochanie, nie wierzę, utrzymujemy darmozjada.
- Gratuluję, po dwóch latach się zorientowałaś.