Dzień 3. Coś, co trzeba jeść szybko

Lody - wszystkie poza owocowymi. Owocowe - sorbety.
Lody - bakaliowe, malaga, śmietankowe...
Sorbety - gruszkowy (kupny) i truskawkowy - domowej roboty.

Aż mi się do wakacji zatęskniło.

Dzień 2. Potrawa której nie znosisz

Nie potrafię wymyślić żadnej potrawy. Jadłam już nawet sushi, kalmary, ślimaki i żaby. Ślimaki kocham.

Dlatego nie będzie potrawy, ale będzie - lukrecja!
Co tu dużo pisać? Smakuje obrzydliwie i tyle.

Krecik(i)

Dostałam od Arvida czekoladowe krety. Sprowokowały one oczywiście dyskusję na temat bajek z dzieciństwa.
My, po gorszej stronie kurtyny, doceniłyśmy ckliwy urok "Krecika", "Kota Filemona", "Reksia", "Wilka i Zająca" itp.
Arvid pochodzący z lepszej strony kurtyny wybrał "Smerfy" i "Troskliwe misie". Woli "Troskliwe misie" od "Gumisiów'! Dlaczego? Otóż od zawsze intrygowały go te dziwne, falliczne kształty formujące się ze światła w okolicach ich brzuszków.

I to niby on potrzebuje adresu mojego dilera?!

Dzień 1. Aktualnie ulubiona potrawa

Aktualnie zajadam się słodką surówką z marchewki i ananasa - w pracy, w domu, w pracy...

Banalnie prosta w przygotowaniu, cudownie rozpływa się w ustach, w sam raz na mały głód albo zakąskę do obiadu.
No i te... najlepsze witaminy, polskie dziewczyny. Yupi!

30-day Food Chalange

Mój udział będzie niezgodny z regułami i upośledzony, bo nie znam innych blogerów. Ale sama się przyłączę :)



dzień 1 - aktualnie ulubiona potrawa
dzień 2 - potrawa, której nie znosisz
dzień 3 - coś, co trzeba jeść szybko
dzień 4 - coś, co trzeba jeść powoli
dzień 5 - potrawa, która Ci kogoś przypomina
dzień 6 - smak, który przenosi w inne miejsce
dzień 7 - coś, co wszyscy wydają się lubić
dzień 8 - co możesz przygotować z zamkniętymi oczami?
dzień 9 - coś, co można podarować jako prezent
dzień 10 - ulubiony "comfort food"
dzień 11 - potrawa z ulubionej książki kucharskiej
dzień 12 - przepis z ulubionego bloga kulinarnego
dzień 13 - jedzenie, które jest grzechem (ale jakże przyjemnym)
dzień 14 - coś, czego nigdy nie spodziewał(a)byś się polubić
dzień 15 - kiedyś znienawidzone, dziś ulubione
dzień 16 - kiedyś ulubione, dziś znienawidzone
dzień 17 - coś, co jesz bardzo często
dzień 18 - coś, czego nigdy nie jadasz
dzień 19 - potrawa, którą jesz rękami
dzień 20 - kulinarne wspomnienie z dzieciństwa
dzień 21 - potrawa, której chciał(a)byś spróbować
dzień 22 - coś, co jesz, kiedy chorujesz
dzień 23 - romantyczne jedzenie dla dwojga
dzień 24 - najbardziej nieestetyczna potrawa
dzień 25 - ulubiona potrawa świąteczna
dzień 26 - jedzenie z piosenki
dzień 27 - jedzenie filmowe
dzień 28 - coś pysznego i jednocześnie zdrowego
dzień 29 - coś zbyt skomplikowanego, by próbować to przygotować
dzień 30 - potrawa, która jest taka jak Ty

Wesolutko

Dziś jest dzień, w którym wiele osób poprawia mi humor, aczkolwiek najczęściej jest to śmiech przez łzy:
1. Na kilka maili z pytaniem: "Could you please..." dostałam dziś treściwą odpowiedź: "No. Kind regards."
2. Mail zaczynający się: "Sorry... not again!!!", a kończący: "HELP......PLEASE!!!!!!!!!!!" (cytaty dosłowne, czcionka zachowana, ilość znaków interpunkcyjnych takoż)
3. Szczytowy stopień kompresji pasażerów tramwaju osiągnięty o godz. 7.52 w tramwaju linii 50 - wiele osób (w tym ja) zostało na przystanku
4. Op...dol od Luizy, ale to już standard ("Cannot she die or sth?" - cytat z kolegi)
5. Niedziałający/wieszający się system uskuteczniający wzrost "irytacji" pracowników
6. Nalot dywanowy Indian - jeszcze dość długo (znowu będą gotować ryż z curry w czajniku...)
7. Rondo Barei przemianowane na Rondo Ofiar Outsourcingu
8. Konstatacja, iż do oddziału firmy w Katowicach dojechałabym ok. 20 min. wcześniej niż do pracy w Krakowie (50 min autostradą vs 1h 10 min MPK)
9 Rozwalony autobus linii 128 na torach tramwajowych i wesoły kierowca w autobusie, którym jechałam ja (linii 184): "No dobra, to wyprzedzam go pod prąd!" (Iiiiihaaa!)
10. Podobno pochwała stymuluje te same obszary mózgu, co podwyżka. Nie dotyczy to mojego mózgu. Oraz mózgu większości moich znajomych.

Pewnie jeszcze coś zabawnego. Ale już mi się śmiać odechciewa.

Bilecik raz!

Tramwaj skompresowany nie bardzo. Młodzieniec pochyla się przy okienku pani motorniczy.
- Bilecik normalny! - woła.
- Automat biletowy jest w pojeździe - odpowiada wyuczona mantrę pani kierowca.
- Ale ja nie mam drobnych! - warczy oburzony młodzieniec.
- Ale ja też nie mam drobnych - odwarkuje mu pani i zatrzaskuje okienko.
I dobrze.