Truteń

- A będziemy czasem chodzić na sushi? - zagadnął nieśmiało Luby w drodze powrotnej z Wrocławia (przydarzył się nam wreszcie weekend we Wrocku z całkiem ładna pogodą, cudownymi gospodarzami i pierwszą wizytą w sushi-dajni).
- Tak, kochanie.
- Jak będę grzeczny?
- Tak, kochanie.
- Ale ja cały czas jestem grzeczny! - rozpromienił się, wyraźnie ukontentowany swoim sprytem.
- Nie zawsze. Ale wtedy chodzimy do łóżka.
- Czasem jestem trutniem - zmarkotniał.
- Jesteś. Ale trutniowatość nie podlega ani pod grzeczność, ani pod niegrzeczność.
- Wiem. Wtedy po prostu jestem sobą.

OOO

"OOO" - w ten sposób jeden z naszych ulubieńców zapisywał "out of office". A wczoraj dostaliśmy cudny "OOO" mniej więcej takiej treści:

"I am currently in the office, but I do not read e-mails because I leave company in two weeks. Kind regards..."

Monika stwierdziła, że właśnie oszalała.

Trzy minuty do...

- Idziemy, idziemy! Dość tego! - stwierdziłyśmy kolegialnie w liczbie osób dwóch, pakując czym prędzej faktury do szuflady.
- A ty dokąd?! Jest 16:57!- oburzył się Arvid, patrząc wymownie na Monikę.
- Do domu!
- A przyszłaś o 8:27?
- No nieee... w zasadzie...
- W zasadzie to przyszła o 8:45 - podkablowałam uczynnie - Ale ja przyszłam o 7:50, więc możemy podzielić mój czas między mnie i Monikę.
- Nie! Nie, nie, nie! - zaprotestował nasz interlokutor.
Parsknęłam.
- Co z ciebie za księgowa?! - to już było do mnie - To nie wiesz, że konta się nie bilansują?

Troska

Biuro. 18.00. Pusto...
- Czemu jeszcze tu siedzisz? - pyta uprzejmie Arvid.
- Bo mam robotę - odburknęłam.
- Co masz?
- Robotę. Robotę do zrobienia.
- I to nie może poczekać do jutra?
- Może, ale źle się czuję z tym, że jest nie zrobione.
- ...

*****

- Jedziesz do domu?
- Tak - odparł, wiążąc szalik.
- Miłej podróży zatem.
- Dzięki. Przywieźć ci coś z Belgii?
- Tak. Czekoladę. Obiecałeś.
- Mogłem się domyślić...

Czy już naprawdę WSZYSCY znają moje obsesje cukiernicze?

401

Ostatnie miesiące upłynęły mi na dostosowywaniu cielska i umysłu do nowej sytuacji życiowej, powrotu na, so called, "etat", porządkowaniu spraw, które pochłonęły mi dobre 2 lata egzystencji i sprawianiu sobie nowych celów.

Nie czując weny do pisania czegokolwiek, zadręczałam Ślubnego opowieściami i anegdotkami, ale to i dobrze, bo ON przeszedł krótki kurs biurowej nowomowy, która jest z istoty obleśna, za to ułatwia życie. Gdybym postanowiła pisać to, co Mu opowiadam, wyszedłby niejaki bełkot - i to dość hermetyczny.

Tak czy siak ostatni mój wpis miał nr "400", więc ten będzie 401 i może coś się ruszy w temacie bloga. Natchnął mnie pan Wawrzyniec Prusky, który od kilku dni jest moją lekturą tramwajową.

Zatem - let's life continue. Hawk!

Słonica

- Zimno mi... - żalę się w czasie obiadu, bo jak zwykle trafiło mi się miejsce pod nawiewem klimatyzacji.
- No co ty? Zimno? Gorąco jest!
- Ale mnie zimno.
- Może ty w ciąży jesteś?
- Nooo... od 25 lat?
- Kurczę, to gorzej niż słoń.

Epitety

- Pa, Klocu - macham Werbenie przed wyjściem do pracy - Pa, Głupolku - macham takoż Piołunowi - Pa, Kochanie - cmokam Lubego.
- Właśnie się zastanawiałem, które określenie do mnie pasuje - śmieje się Luby.
- Koteeek...
- Tak, wiem. Jestem klockiem. I jestem głupolem, kiedy tak mówię - dodaje szybko - A tak w ogóle to mnie kochasz.