Troska

Biuro. 18.00. Pusto...
- Czemu jeszcze tu siedzisz? - pyta uprzejmie Arvid.
- Bo mam robotę - odburknęłam.
- Co masz?
- Robotę. Robotę do zrobienia.
- I to nie może poczekać do jutra?
- Może, ale źle się czuję z tym, że jest nie zrobione.
- ...

*****

- Jedziesz do domu?
- Tak - odparł, wiążąc szalik.
- Miłej podróży zatem.
- Dzięki. Przywieźć ci coś z Belgii?
- Tak. Czekoladę. Obiecałeś.
- Mogłem się domyślić...

Czy już naprawdę WSZYSCY znają moje obsesje cukiernicze?

401

Ostatnie miesiące upłynęły mi na dostosowywaniu cielska i umysłu do nowej sytuacji życiowej, powrotu na, so called, "etat", porządkowaniu spraw, które pochłonęły mi dobre 2 lata egzystencji i sprawianiu sobie nowych celów.

Nie czując weny do pisania czegokolwiek, zadręczałam Ślubnego opowieściami i anegdotkami, ale to i dobrze, bo ON przeszedł krótki kurs biurowej nowomowy, która jest z istoty obleśna, za to ułatwia życie. Gdybym postanowiła pisać to, co Mu opowiadam, wyszedłby niejaki bełkot - i to dość hermetyczny.

Tak czy siak ostatni mój wpis miał nr "400", więc ten będzie 401 i może coś się ruszy w temacie bloga. Natchnął mnie pan Wawrzyniec Prusky, który od kilku dni jest moją lekturą tramwajową.

Zatem - let's life continue. Hawk!

Słonica

- Zimno mi... - żalę się w czasie obiadu, bo jak zwykle trafiło mi się miejsce pod nawiewem klimatyzacji.
- No co ty? Zimno? Gorąco jest!
- Ale mnie zimno.
- Może ty w ciąży jesteś?
- Nooo... od 25 lat?
- Kurczę, to gorzej niż słoń.

Epitety

- Pa, Klocu - macham Werbenie przed wyjściem do pracy - Pa, Głupolku - macham takoż Piołunowi - Pa, Kochanie - cmokam Lubego.
- Właśnie się zastanawiałem, które określenie do mnie pasuje - śmieje się Luby.
- Koteeek...
- Tak, wiem. Jestem klockiem. I jestem głupolem, kiedy tak mówię - dodaje szybko - A tak w ogóle to mnie kochasz.

Obserwacja socjologiczna

Pewne zachowania ludzkie są niezmienne bez względu na wiek, okoliczności, wykształcenie... wszystko. Może mało to odkrywcze, ale niezwykle zabawne.

Miałam możliwość obserwować w życiu dwie duże społeczności w jednakim stopniu uzależnione od systemu: graczy MMO i księgowych. I jedni, i drudzy w razie braku dostępu do systemu/downa/ciągłych DC:
- wykazywali silne oznaki uzależnienia
- osiągali znaczny stopień irytacji i podenerwowania
- nie mogli sobie znaleźć miejsca i zastępczego zajęcia
- w razie znalezienia takiego zajęcia poświęcali się mu z absolutnie słomianym zapałem, pytając kontrolnie (często): "czy już wstało?"
- każdy kolejny DC bywał okraszany nieprzyzwoitymi uwagami
- bez ustanku trwały dywagacje na niezmienne trzy tematy: 1. lepszy down czy DC?, 2. kiedy to się skończy?, 3. kto jest za to odpowiedzialny? (w sensie - komu przy najbliższej okazji uciąć jaja).

Jedyna różnica polega na tym, że gracze zaprzyjaźnionego MMO mają jeszcze do dyspozycji IRCa, na którym mogą powyżywać się na ekipie, wylać swoje żale i frustracje, pobluzgać i dowiedzieć się (w mniejszym lub większym przybliżeniu), kiedy wstanie.
Księgowi nie mają takiej opcji.
Pamiętajcie o tym, gdy następnym razem wasza faktura będzie zapłacona z opóźnieniem.

Względność

- Ojej, no pięknie... - zaczyna panikować Luby, tuż po tym, jak przypomniał sobie o niezapiętych pasach.
- O, patrz, korka nie ma - wskazuję na Nowohucką.
- Pasów też nie ma!
- Kochanie, jak to? Pasy masz, tylko niezapięte.
- Wątpię, żeby policję przekonały takie tłumaczenia.

Na śniadanie

- Dzień dobry, Kochanie - uśmiecha się Luby z rana - Jestem połacią wołowego mięsa.
- Eee... co? Znaczy schabikiem?
- Nie! Dupą!