Mruczak. Ważna data

A tak w ogóle środa, 8 lipca 2009 r. to dzień, w którym Piołun, co prawda nieśmiało, ale sam przyszedł do głaskania, miziakował i ocierał się o ręce. Wreszcie wiem, jakie ma futerko (mięciutkie i jedwabiste) i jak głośno mruczy.
Dzięki, Maluchu!

Morderstwo z premedytacją

Późnym wieczorem słyszę kotłujące się Koty. Warczą, miauczą... skrzeczą. Ciężkie łupnięcia o pudła przeplatają się z hałasem spowodowanym uderzaniem słodkich ciałek o przeszklone drzwi.
- Zaraz szyba pęknie - informuję Lubego, nie podnosząc się bynajmniej z łóżka (co by to miało dać?) - Obciążę Ich za to.
- Czym obciążysz?
- Kosztami oczywiście - mruknęłam, mając na myśli Ich.
- Obciążyć to Ty ich możesz kamieniem i utopić w rzece.
- Kochanie... ale ja nie miałam na myśli Kotów.

Do zerknięcia

Wbrew temu, na co kiedyś marudziłam, są jednak obszary rzeczywistości, gdzie Zieloni i SlowFood spotykają się i walczą w tej samej sprawie.
Dziś trafiłam na dwie petycje:
1. Ze strony Slow Food - petycja w sprawie znakowania żywności modyfikowanej genetycznie i żywności z grupy tzw. "Naturalnych Genów" - Naturalne Geny
2. Ze strony AFN - petycja w sprawie zakazu zbyt długiego transportu zwierząt przeznaczonych do uboju (w wolnej chwili zamieszczę kilka uwag i informacji dotyczących tego transportu) - 8hours
Ku rozwadze i/lub informacji.

Pochwała radości

Jeszcze raz dziś czytałam sobie Manifest Slow Food i ich (naszą)filozofię. I trafiłam na coś bezczelnie cudownego:

"Nic więcej przyjemności nie sprawia niż fantazjowanie o lepszym świecie, kreślenie jego zwyczajów i cieszenie się z poczucia wspólnoty, zarówno picia jak i zabawy, odpoczynku i czytania. By to się jednak stało możliwe, niezbędny jest pewien stopień bezstronności, obiektywności, chwila spokojnego, lepszego wykorzystania bezczynności... nawet w łóżku, w którym śni się przed wyjściem do ludzi."

Amenej.

Żal za prezydentem

Podobno milion ludzi przyjedzie gdzieśtam, żeby oglądać, jak Michael będzie zakopywany. I płakać oczywiście. My, biedni Polacy, możemy sobie tylko oglądać transmisję z zakopywania w Światłoniosącej(Lucyfer? - głupie skojarzenie, ale w końcu mówią, że tv to narzędzie szatana)TV. Czy my, biedni Polacy, będziemy płakać przed ekranami?
- A co to...? - oburza się starszy pan - To papież albo prezydent, żeby po nim płakać?
Z tym drugim bym polemizowała.

Happy birthday, Sweet Sixteen!

Lekko ubzdryngolona uwaliłam się na kanapie, obserwując Ich poczynania.
- Ile już domków wybudowałaś dziś, Kochanie? - mruczy On czule.
- Oj... - zastanawia się Ona stosunkowo długo.
- Hehe. Sims Developer - zarechotałam z kanapy.
- No widzisz? Jakbyś miała nie osiemnaście lat, a cztery, to bym mówił wszystkim znajomym: "Patrzcie, moje dziecko będzie deweloperem" - uśmiecha się On.
- Ale, Kochanie, ja nie mam osiemnastu lat - Ona spojrzała ciężko - Ani tym bardziej czterech!
On rzucił w tym momencie jeszcze kilka uwag niegodnych powtórzenia i wycofał się do kuchni.

A Luby ciągle uważa mnie za "sweet sixteen".

Jacko w lodówce

Jak to miała Ona w swoim "gadulcowym" ("tlenowym") opisie: "Otwieram lodówkę, a tam Michael Jackson".
Wszystkim nam już bokiem wychodzi cała ta histeria związana ze śmiercią, jak by nie patrzeć, dziwaka i wariata.
Dziś, wędrując, czy też przebijając się przez tłum na ul. Szerokiej (Festiwal Kultury Żydowskiej zobowiązuje do zagęszczania atmosfery), usłyszeliśmy konferansjera:
- Wspominamy też tych, którzy od nas odeszli. Niedawno pożegnaliśmy naszego drogiego przyjaciela...
- Michaela Jacksona! - wpadł mu w słowo On.