Minima

Na wyjściu z pracy prowadzimy ożywioną dysputę o kryzysie wymieszaną z komentarzami na temat pani minister Kudryckiej i jej cięć budżetowych.
- A co pan zrobi, panie dyrektorze - wypaliła nagle R. - kiedy już osiągniemy naszymi wypłatami minimum krajowe? Ile to teraz wynosi? 1200 zł? Chyba coś pod 1300. Czyli już nam niewiele brakuje. I co pozostanie? Tylko nas zwolnić, bo przecież ustawowo nie możemy zarabiać poniżej minimum.
I tym optymistycznym akcentem...

Go cry, emo kid!

Przygotowałam Lubemu kawę miodową z bitą śmietanką, postawiłam przed nim i obserwuję reakcję.
- Bo wiesz... - zaczęłam niewinnie - od teraz musisz przemyśleć to, jak pijesz kawę.
- Eeee...? - uniósł głowę Luby.
- Ja nie piję kawy, więc będę potrzebowała twojej opinii. Powiesz mi po wypiciu, co czułeś.
- Eee...?
- Przecież żeby napisać recenzję kawy, będę musiała wiedzieć, co czułeś! - poirytowałam się - Masz mi to dokładnie opisać. Musisz być taki... emo.
- Ale ja tak naprawdę uważam, że kawa to zło, podnosi mi ciśnienie i zaprowadzi mnie do grobu. Od dziś nie piję kawy - zadeklarował Luby... popijając kawę!
Spojrzałam na niego ze zgrozą.
- No dobrze, żartowałem.

*****

A co do emo, wczoraj usłyszałam w radiu taką mniej więcej przekomarzankę.
- A pod Okrągłym Stołem powstało nowe pokolenie młodzieży. Mówi się na to "emo".
- Nie "emo", tylko "i-moooł".
- Ale my jesteśmy w Polsce i mówimy "emo". I czym się to pokolenie charakteryzuje? Otóż: czarnymi, potarganymi włosami, mocnym, ciemnym makijażem, lateksowymi, obcisłymi spodniami, starymi tenisówkami i zbolałym wyrazem twarzy cierpiętnika.
- Ale to nie jest pierwsze pokolenie "emo" w Polsce. Już kiedyś mieliśmy pokolenie "MO". I jeździli po ulicach z charakterystycznym "em-ołłł, em-ołłł".

Szare komórki

Leżąc w łóżku, słyszymy głuchy odgłos dobiegający z wnętrza mieszkania.
- Brzmiało jakby Kota strzeliła sobie w głowę z pistoletu - zauważył Luby - albo jakby tryknęła w szafę.
- Ale ona nie ma głowy, pistoletu ani myśli samobójczych - westchnęłam.
- Ależ ma głowę. I szafę.
- No tak. Utożsamiłam głowę z mózgiem.
Kota nie ma mózgu. Ona ma sprytne ciałko myśląco-kombinujące. I wszystko jasne.

Świnia znaczy Kota

Ratując Kotę przed utonięciem w toalecie, złapawszy ją pod łapy (co zostało okraszone pełnym oburzenia miauknięciem), zaniosłam do serwerowni i położyłam na klawiaturze Lubego. Tym razem oboje spojrzeli na mnie z fochem w oczach, a Luby zwerbalizował:
- Ej! Eeeej! Podrzuciłaś mi świnię! Znaczy... kota!

Komunikacja

Rozmawiam ze znajomym na GG. Luby:
- Pozdrów go ode mnie.
Ja (zdecydowanie mało przytomnie):
- Od kogo?

Chciałam zapytać "kogo?", ale źle spałam.

Obrzydliwie i o jedzeniu

Godzina 14.26. O czym można rozmawiać w pracy? Oczywiście, że o jedzeniu. Jedzenie to nasz ulubiony temat o tej porze dnia, gdy juz tylko godzinka do wyjścia i można porozmawiać o pysznościach, które na nas czekają (pierś z królika w sosie czosnkowym, gotuje Luby) albo będą czekać, jak sobie zrobimy ("Chyba zrobię pizzę, nie mam pomysłu").
- Cieszcie się - to była R. do mnie i A. - że rozmawiamy o jedzeniu, a nie porodzie i wodach płodowych.
- Ja nie miałam wód płodowych - fuknęła K. z kąta.
- Nie, pewnie, że nie miałaś. Z nosa ci kapało.

"Tylko nie każ mi spać na kanapie!"

Werbenka ułożyła się całą majestatycznością swej skromnej posturki na łóżku, na miejscu Lubego. Rzeczony stanął w drzwiach, mierząc ją wzrokiem znacząco, ta jednakże nic sobie z tego nie robiła.
- Kocie, zejdź - rozpoczął perswazję słowną, która takoż nic nie dała - No zejdź, mówię.
- Przecież masz jeszcze dużo miejsca - stanęłam w obronie Werbeny - Połóż się tak, żeby jej było wygodnie.
- To znaczy gdzie? Na kanapie?