Produkt masłopodobny

- Krwawa posoka... - marudzi Luby - A widział ktoś niekrwawą posokę?
- Widzisz, to takie wzmocnienie znaczenia - staram się tłumaczyć "winnego", ale Luby patrzy bez przekonania - No dobrze, tautologia - poddaję się
- Ale masło maślane trzeba wyłączyć ze spisu. To teraz produkt deficytowy - zmartwił się wyraźnie.

Kryzys gazowy

- Podobno gazu ma starczyć na trzy miesiące. Dyrektor tak mówił.
- Dlatego zastanawiam się, czy nie kupić kuchenki dwupłytowej.
- A po co ci?
- A jak przyjdziesz do domu, gaz ci wyłącza na trzy godziny, to co zrobisz?
- Nic.
- A jak obiad ugotujesz?
- Nie ugotuję. Akurat pod tym względem to się wiele u mnie nie zmieni.

Rozmowa dwóch koleżanek. Jedna poruszona wizją głodnej rodziny. Druga ze stoickim spokojem wypełniająca dyplom.
Niach, niach.

Promyczek

Och... pewnie wielu z Was jeszcze nie widziało naszego słonka, aniołka i promyka. Oto ona. Werbencia.

Zdjęcie pierwsze wykonane przez Werbenkową Ciocię Naczelną (w skrócie WCN). Kota robi rzecz, którą umie najlepiej, czyli wygląda pięknie i dumnie z nonszalancko zwieszoną łapką. Oczy ma podobno "jak Radzikowska".
Image Hosted by ImageShack.us

Zdjęcie drugie wykonane przez Werbenkową Mamę Naczelną (w skrócie WMN). Kota robi drugą rzecz, którą umie najlepiej, czyli obserwuje nas z ukrycia w celu przygotowania niezawodnej pułapki na Kleksy.
Image Hosted by ImageShack.us

Plany zbrodni

Tak w ogóle to najgorsze w kotach jest to, iż są tak słodkie, śliczne i mruczące, że człowiek nie ma serca ich zastrzelić. Nie ma serca nawet iść do sklepu i kupić profilaktycznie wiatrówki, twierdząc, że to na gołębie i psy sąsiadów.
Bo co może być najciekawszą zabawą o 3 nad ranem (cholera, naprawdę była 3.00, sprawdzałam na komórce)? Oczywiście taczanie kulki pod łóżkiem. Naszym łóżkiem, żeby nie było wątpliwości. Dlaczego w ciągu dnia, gdy chcemy zapewnić jej zabawę, kulka natychmiast ginie albo jest teleportowana do Timbuktu? A w nocy nie! Nie ma mowy! W nocy kulka ma się świetnie!
W końcu udało mi się ją złapać i wepchnąć pod poduszkę. Nie minęła chwila, a Kota już czatowała przy mojej twarzy, co jakiś czas kontrolnie trącając mnie nosem i łaskocząc wąsami. Wreszcie wskoczyła na łóżko i uwaliła się w pozie "drap mnie" pomiędzy mną a Lubym. No to ją drapałam. Z prawej, z lewej, po brzuszku, pleckach, za uszkiem. Poderwała się i poszła jeść. Wróciwszy, poczęstowała mnie całusem o zapachu "Perfect Kit. Dla małych poszukiwaczy przygód."
I poszła spać. Szkoda że nie ja.
Jeszcze w okolicach 5.00 przewalałam się z boku na bok. Stwierdziłam, że nie zasnę i zaraz trzeba będzie wstawać.
Zasnęłam.
Obudziłam się o 7.36. Czyli od 9 minut powinnam być w tramwaju do pracy.
Spanikowałam.
Uduszę Kotę po powrocie.

Wąsate ryby

Miś Gry mierzy Złym Wzrokiem Kotę, która usadowiła się w nogach łóżka.
- Albo grasz, albo wychodzisz.
- Ona gra.
- Morskiego stwora.
- Gra siebie. Chociaż... są takie ryby z wąsami... - mamroczę nieco bez składu - ...morsy.
- Morsy to ssaki, kochanie - stwierdza Miś z niewzruszonym spokojem.
- Grajmy już - odmrukuję w poduszkę.

Peregrynacje

Wyłączyli nam wodę. Pewnie zamarzła, ale, kurczę, co mnie to obchodzi, skoro nie mogę zrobić siku? Ludzka rzecz.
Poszłam do Novum i natknęłam się na naszego "ulubionego" ochroniarza, który nie omieszkał mnie (oraz mojego promotora, który nagle objawił się za moimi plecami) poinformować na wejściu donośnym głosem, że kible nie działają i możemy iść na św. Anny.
Nieco zażenowani wyszliśmy. Ja do siebie, profesor...
Gdy z koleżanką postanowiłyśmy wreszcie się wybrać na Anny, w drodze spotkałyśmy profesora.
Miał bardzo zadowolony wyraz twarzy.

Ewenement

Luby narzeka.
- Ale mnie wszystko boli. I żebra, i plecy, z tyłu i z przodu...
- Ale plecy masz tylko z tyłu.
- Mądrala.