Saga Choinkowa, odcinek III

A wczoraj ubieraliśmy Choinkę. Jest śliczna. Co prawda sztuczna, ale Kota robi taki Sajgon, że drzewko traci igły, jakby było prawdziwe.
Choinka jest przyozdobiona suszonymi plastrami pomarańczy, kandyzowanymi ananasami i własnoręcznie robionymi i malowanymi pierniczkami. Światełka ma pomarańczowe i jest naprawdę cudna. Do tego moja pierwsza jemioła, co Luby skrzętnie wykorzystuje, ciągle mnie pod nią zaciągając. I stroik.
Byłam na zakupach na Rynku. Mnóstwo ludzi, na scenie kapele góralskie - ma to swój urok. Jak zwykle wyciaprałam się sosem z kebaba. To też ma swój urok. Ale zrobiłam prezenty dla całej rodziny.
Dla Lubego - nie powiem co, bo przeczyta i nie będzie niespodzianki.
Dla Mamy - piękny, ogromny szal, żeby jej było ciepło w zimowe dni.
Dla Taty - grubaśne rękawiczki, żeby mu się robota tak w rękach nie paliła.
Dla Brata - książkę o podróży po Amazonce, żeby odpływał nie tylko w marzenia.
Dla Babci - naszyjnik, żeby ją jeszcze więcej mężczyzn adorowało.
Dla Dziadzia - poduszkę, żeby miał kolorowe sny.
Wracając do Choinki, Kota wczoraj dwa razy była pod wodą, w tym raz dosłownie - Luby wsadził ją pod kran, potem miała nieszczęśliwą minę i śmiesznego irokeza. Możecie nas oskarżyć o znęcanie się nad zwierzętami, ale kto ją oskarży o znęcanie się nad nami? Poza tym to ją odstrasza na jakiś czas od drzewka.

Spryciula

Niedziela. Na zegarze 06.12.
- Mogę zapalić światło?
- Możesz - wychylam spod kołdry jedno oko i rozglądam się nieprzytomnie (od 04.08 drapałam Kotę, żeby nie miauczała i dała Lubemu się wyspać). Widzę Go przy suszarce z praniem.
- Jak myślisz, mogę włożyć włożyć do ekspresu części, jak są mokre?
Patrzę na Niego, jak międli w rękach koszulkę i zastanawiam się, odkąd mamy ekspres do suszenia prania. Dopiero po chwili zaskoczyłam, że chodzi o kawę.
- A czemu pytasz?
- Bo chciałem sobie zrobić kawkę do pracy.
- To ja Ci zrobię - gramolę się z łóżka i wyruszam na poszukiwania szlafroka - A te części można przecież ścierką wysuszyć.
Patrzy na mnie, jakby nie rozumiał, a po chwili pyta:
- Czemu ty jesteś taka sprytna rano?
- No, przepraszam.
- Nie, nie przepraszaj, to mnie po prostu przeraża, że Ty z rana taka sprytna jesteś.

Nie do końca "Saga choinkowa"

Nie do końca, ponieważ niewiele będzie o Choince, za to wiele o Kocie.
Z książki "Kot w domu" Kathariny von der Leyer:
"To prawdziwe wyzwanie dla człowieka - pojąć, jak myśli kot. Egipcjanie widzieli w kotach bóstwa. One do dziś to pamiętają."
I coś, co nam DOSŁOWNIE spędza sen z powiek (dziś prawie Werbenę po pyszczku całowałam za to, że dała nam spać przynajmniej 5 godzin): "Niewykastrowane zwierzęta płci obojga są w zasadzie nie do wytrzymania w codziennym życiu. Kotka ma ruję kilka razy do roku przez parę tygodni i na ten czas zamienia się w rozwrzeszczane, tarzające się po podłodze stworzenie, donośnym jodłowaniem przywabiające zalotników z całej okolicy."
Dodać do tego należy cierpiącego na samotność psa sąsiadów, który wyje przez cały (sic!) dzień. Głośno! Szaleństwo gwarantowane.
Choinka stoi za zamkniętymi drzwiami. Boję się.

"Wiek męski-wiek klęski"

K. marudzi:
- Ale ja jestem stara, już 34 lata na karku.
R.:
- Ty masz 34 lata?! To ty faktycznie stara rura jesteś. Tylko te dwie młode gówniary, Zapałki nosić.
- Ja? Młoda? - A. oburza się - Już prawie 30 lat mam!
- Ech...to najlepszy wiek... - wzdycha K.
- Tak, chyba na umieranie - mamrocze A. sarkastycznie.

Choinka - początek przygody

Niniejszym rozpoczynam cykl (tak przypuszczam, że będzie to cykl) opowieści o Kocie i Choince. Przybyła do nas w sobotę, owinięta w folię i od razu wzbudziła zainteresowanie. Była trącana i obgryzana po czubku. Wreszcie Luby ulitował się i postawił ją w kącie pokoju. Przez dwie minuty trwała adoracja Choinki (nabożny wzrok i otwartopyszczkowe uwielbienie), następnie chrzest bojowy poprzez oderwanie ząbkami kawałka gałązki i ucieczka z nim pod stół.
Na razie Choinka jest bezpieczna, ale wczoraj upiekłam pierniczki, które niedługo powiesimy, podobnie jak pomarańcze i cukierki.
Będzie się działo.
Na pytanie: "Co dostanie Werbena pod choinkę?", odpowiadamy: "Choinkę".

Dialog epitetowy

- Ty wredne, podłe, przebrzydłe...!
- To tylko Kota.
- No przecież mówię!

Prawdziwa mężczyzna i mężczyzna metroseksualny

Chyba jestem prawdziwym mężczyzną.
Nie boję się zapytać o drogę i kupuję "CKM" (tylko dla prawdziwych mężczyzn). Powody są bardziej prozaiczne, na przykład dołączony do gazety film ("Next" z Nicolasem "Znowu mnie coś rozjechało" Klatką; nie polecamy).
Po przejrzeniu pierwszym - "Cosmo" dla facetów. Po przejrzeniu drugim (dokładniejszym) - "Cosmo" dla facetów.
Jola Rutowicz na okładce i w środku...brrr... I "Aneta, mam 22 lata i piersi jak kokosy".
Poza tym zaciekawił nas artykuł o tym, "czy jesteś prawdziwym facetem, czy metroseksualnym".
Był tam psychotest złożony z dziesięciu pytań. Jeśli odpowiedziało się "tak" na jedno: jesteś w grupie ryzyka, na trzy - jesteś metro, na osiem - nie ma ratunku, pogódź się z tym.
Luby wiedział, jakie oglądam seriale (u niego na kolanach), co to jest kurkuma i kardamon (bo zna się na przyprawach lepiej ode mnie) i co co jest, cytuję "Koenzym Ku 10" (bo niestety oglądamy reklamy w stylu: "Nie boisz się śmiać? A zmarszczki?!").
Kurczę, mój mąż jest metro. Pech.
Zastanawiam się tylko, czy lepiej być "metro" w wykonaniu Lubego, czy tępym, ćwierćmózgim osiłkiem w wydaniu "CKM".